Włącznik awaryjnych nad pod nawiewem pasażera - Citroen C5

Wędrujący włącznik świateł awaryjnych;

U nas może mniej, ale w Irlandii obowiązuje niepisane prawo, że gdy ktoś nam ustąpi pierwszeństwa przejazdu (co jest nie bez znaczenia na okropnie zatłoczonych wąskich drogach), należy mu za to podziękować, włączając światła awaryjne. Nie każdy się do tego stosuje, ale większość tak (policja nie ma nic do tego – ba nawet sama tak robi). Więc jest to obyczaj dla Irlandczyków normalny, tak samo jak uruchamianie “awaryjnych” podczas nagłego hamowania. Inna rzecz że Irlandzka uprzejmość często powoduje więcej złego niż dobrego, ale nie w tym sęk. Jakimi kierowcami by oni nie byli, ich drogowe “uprzejmości” wypada obcokrajowcowi uznać mimo wszystko, a rodowitym “drajwerom” stosować swoją obyczajowość.
Część nowszych i “luksusowniejszych” aut wyposażona jest w automatyczną sygnalizację światłami awaryjnymi nagłego hamowania, ale nie ma ich wiele. A Irlandzkich kierowców przybywa. Tylko co dzieje się z włącznikiem świateł awaryjnych? Otóż on sobie wędruje.

Powiem Wam, najergonomiczniej miał owy pstryczek zamotnowany… maluch. Tak ten pierwszy Polski Fiat 126p z silnikiem 600. Na środku deski, czerwono-czarny przełącznik. Super. A gdzie on jest w Mercedesie W 123 albo w BMW E36? Na konsoli obok ręcznego (uwaga dot. ręcznego ma się do BMW, mercedes ma hamulec pomocniczy nożny – co by nie było, trzymajmy się faktów) – tam, gdzie trudno go znaleźć. Popatrzcie na Golfa III – zamontowali go na kierownicy! Weź człowieku kombinuj jak tu wsadzić przez wąską dziurę ręce podczas jazdy… Na szczęście w kolejnych generacjach kultowego kompaktu zrobiono włącznik “awaryjnych” po “maluchowemu”. Ale np. w New Beetle, który też jest autem Volkswagena, “maciupci” wyłącznik jest na samym dole deski rozdzielczej – a na górze, między okrągłymi nawiewami (gdzie miejsca aż nadto) zamontować się go już nie dało! Samych siebie przechodzą konstruktorzy Seata. W nowych Leonie, Altei i Toledo jeszcze mniejszy włącznik “mrugania awaryjnego” powędrował na dno deski rozdzielczej, obok popielniczki na konsoli, za dźwignią zmiany biegów. Super luz! Albo nowe C5 – włącznikiem może lepiej operować pasażer niż kierowca – może Francuzom właśnie o to chodziło. A może to ma sugerować, że te “dekadowe” samochody są bezawaryjne i niezniszczalne jak kiedyś (był o tym artykuł)…? Ale czy napewno są, skoro są tylko “dekadowe”?

Wniosek wraca taki, że ergonomia czasami zmienia się na gorsze a nie lepsze. Bo wszystko co złego powiesz o maluchu jest prawdą. Ale prawdą jest też że ergonomia jego wnętrza nie jest najgorsza.