Mercedes W 124 T

Pamiętacie te wspaniałe czasy, kiedy człowiekowi niewiele było do (motoryzacyjnego) szczęcia potrzeba? Pamiętacie, te czasy, kiedy marzyło się o wyposażonym w cztery koła i wspomaganie kierownicy Mercedesie 240D, albo Audi 80 B4 z wolnossącym dieslem (TDi zakrawał o nieco śmielsze marzenia). To były marzenia ludzi, którym zbyt wiele nie było potrzebne do szczęścia – tylko to co absolutnie konieczne.
Tak, wspomaganie układu kierowiczego dla mnie akurat cenniejsze jest niż ABS albo SRS. Jeździłem wszak bez serva i nie było okropnie, ale człowiek szybko się przyzwyczaja do luksusu. A odzwyczaić się jest ciężko (a servo to akurat ten luksus, który na mnie podziałał bardziej niż inne).
Toteż mój obecny samochód nie ma 8-miu airbagów (tylko jeden), nie ma też 5-ciu drzwi (tylko trzy), nie ma też “ABeeSu” ale ma servowspomaganie kierownicy! I wystarcza mi to, mam wszak w głębi serca tamte stare marzenia z tamtych dawnych czasów.
Kiedyś mimo wszystko auta były dobrem luksusowym, nie jak teraz – masowym. Kiedyś auto miało służyć, służyć i służyć. Wspomniane wcześniej Mercedesy typu “beczka”, albo ich następcy – “balerony” (kto wymyśla te nazwy?) – kto nie słyszał, że to będzie jechać z pękniętym tłokiem, na jednym wtryskiwaczu, z uszkodzoną głowicą? Albo że zrobi milion kilometrów bez remontu…? A po remoncie… A Audi B4? Niezniszczalne nadwozie, niezniszczalne podwozie – czy ktoś widział takie bezwypadkowe z rdzą? Ja nie widziałem.
A teraz? Drążąc temat marki z gwiazdą na masce i swojsko brzmiących “pseudonimów” jej aut – “okularnik”. Ładny, wielki, luksusowy – tak. Wyposażony – oczywiście. Rdzewieje? Psuje się? Naturalnie… Moment! W 124 nie rdzewiał! Jego “automaty” były praktycznie niezniszczalne, silniki paliły wszystko, co choćby z grubsza przypominało olej napędowy!
Oczywiście, zaawansowana technologia kosztuje, ale nie da się nie zauważyć, że rzeczona technologia jest nieco krótkodystansowa. Spójrzcie na silniki w nowoczesnych dostawczakach. Motor dajmy na to w Fiacie Ducato ma pojemność 2,5 litra, zasilanie szyną Common Rail i turbinę, a rozwija 80? 100 koni? Tak, te silniki zniosą wiele. Bo i wiele znieść mają, a silniczki typu 1.9 jtd 150 KM? Wyżyłowana elektronika, zmienne geometrie łopatek, czasami biturbo (bo jedno to za mało!), dwumasowe koła zamachowe, filtry cząstek stałych (półśrodek w walce z zanieczyszczeniami)…
Inne wymagania, prawda. Inne przebiegi, inne traktowanie. Owszem. Ale fakt faktem – takich aut jak kiedyś już się zwyczajnie nie produkuje. Pewnie dlatego, że branża jest tak rozległa. To się nie opłaca, bo sąsiad wprowadzi w przyszłym roku nowy model, który będzie nowocześniejszy niż nasz. Więc i my musimy zmienić model. Wobec tego nie ma sensu produkować samochodów na przebiegi bez napraw do miliona kilometrów. Wystarczy żeby nie popsuł się w czasie gwarancji. A gdy ta minie, to jeszcze da się na samochodzie dodatkowo zarobić. Wtedy to już może psuć się na potęgę! “Boć” to tylko samochody na dekadę, samochody “dekadowe”.

(Zdjęcie pochodzi z witryny tygodnika motoryzacyjnego Auto Świat – http://www.auto-swiat.pl)